Trzeci miesiac
20 maja mierzylam 57.5cm a wazylam 5.26kg. To juz cos.
Niewatpliwie znudzil mi sie moj stary jezyk oparty na a-gu. Postanowilam go poszerzyc o bardziej melodyjne dzwieki. Bez konca mozna sie bawic roznymi intonacjami. A poza tym jestem w tym absolutnie oryginalna — zadne z moim rodzicow nie potrafi mnie nasladowac… W ten sposob zmusilam ich do zakupu mikrofonu, dzieki ktoremu mozna moje mono-, dia- i trio-logi uslyszec (patrz Moj jezyk)
Udalo mi sie tez przekonac moich rodzicow, ze jednak potrzebuje smoczka. Po prostu zaczelam wkladac paluszki do buzi coraz skuteczniej (dzieki czemu tez oczy mnie mniej bola…). Teraz zreszta juz trafiam za kazdym razem! Ale po kolei.
Moja Mama znow przesadza twierdzac, ze stalo sie to z dnia na dzien. Podobno w srode 27 maja spalam wlasciwie caly dzien. (Wielka rzecz — po prostu bylam zmeczona.) Gdy sie obudzilam w czwartek 28 maja bylam znow innym dzieckiem… Najbardziej sie to mialo objawic tym, ze tak ja przed sroda nie zawsze wychodzily mi moje melodyjne dzwieki (czasem chcialam je wypowiedziec i mi sie nie udawalo), tak w ow pamietny czwartek wreszcie mi sie zaczelo udawac. Bylam tak podeskcytowana nowymi mozliwosciami intonacyjnymi (no i zachwytami moich rodzicow, ktorzy ten dzien spedzili doslownie nade mna), ze caly dzien im tak spiewalam. (Komu by nie pochlebialo tyle zachwytow!) Poza tym, od tego czwartku bezblednie trafiam raczka do buzi. Bardzo mnie bawi przerazenie moich rodzicow, ze zaraz zaczne ssac palec. Nie, po prostu lubie sobie troche polizac lub possac piastke. A poza tym, tempo, w ktorym otrzymuje dzieki temu smoczek jest imponujace! Powoli tez (znow ponoc od tego czwartku) zaczynam umiec utrzymywac glowke. Gdy jestem noszona nie musze juz patrzec przez ramie do tylu, ale moge do przodu. To jest wielki postep. Przede wszystkim pozwolilo mi to na dokladna obserwacje przygotowan moich posilkow. Obserwuje teraz bacznie co Mama robi i nie pozwalam, zeby sie ani zanadto ociagala ani robila jeszcze co innego. I jakos rzeczywiscie szybciej jestem karmiona! Jak to o swoje interesy trzeba dbac! (Moja Mama twierdzi, ze po prostu mi sie mniej nudzi i szybciej czas uplywa, ale sadze, ze to tylko wymowka…)
Rodzice wreszcie wpadli na to, jakimi zabawkami moge sie bawic. Podobno nie bylo to trywialne. — Mam swoje standardy! Tato ustawil mi rusztowanie od hustawki, z ktorego zwisa lancuszek z kolorowych rybek i kolek z grzechotka. Bardzo lubie sobie to poruszac i chwytac. Dzieki temu coraz mocniej potrafie chwytac. Czasem — gdy jestem bardzo zdenerwowana, ze za dlugo trwalo zakladanie sliniaczka przed posilkiem (ciagle nie rozumiem dlaczego mnie z tym tak mecza!) i potem musze sie skoncentrowac na nadgonieniu przepuszczonych lykow — tak mocno chwytam moja Mame za palec, ze az zapiszczy. Smiesznie piszczy wiec teraz robie to dla zabawy… (Mama dementuje, ze fantazjuje. No moze troche przesadzam.)

  +  Drugi miesiac

17 maja skonczylam dwa miesiace. Tym razem zdjecia wykonano mi bez kaktusow:
Lezalam sobie spokojnie ogladajac misie nad lozeczkiem
A tu znow blysk!
Powiedzialam Mamie…
…co o tym mysle

Tak oto teraz (pod koniec maja) utrzymuje glowke!
Ale jeszcze jest troche ciezka…

Skupienie: Czy ja widze mleczko?
Naburmuszenie: Posadzili mnie na kolanach
Zatroskanie

Usadzili mnie przy komputerze
Wystarczy, ze Mama i Tato sa komputerowymi nalogowcami; ja nie bede!
A to co?
Ale fajne!

Uwielbiam jak Tato tak mnie nosi!
O-o. Ktos tam puka!